28 weeks later (no spoilers)



Czytasz wersję archiwalną wątku "28 weeks later (no spoilers)" z forum pl.hum.x-muza





Michal Olszewski - 1 Wrz 2007, 11:23

Oto coś nowego: film przewidywalny w 100%. Przewidywalność została
wyniesiona na poziomy dotąd mi nieznane. W pewnym momencie zaczęło to
być frajdą. Ohoho, trochę za wcześnie na zombiaki, pewnie w tej scenie
będzie chodziło o to, że jeden kumpel robi drugiemu głupi dowcip i udaje
zombiaka. Bingo. I potem znowu bingo, i znowu, and again. Na 30 strzałów
zaliczyłem pewnie coś z 27 trafień. Więc niby nie 100%, ale ja jednak
jestem amatorem.

Podejrzewam, że o tę przewidywalność tu chodziło. Bo fabuła w zasadzie
nie ma większego sensu. Chcecie sensu w zombiakowej fabule, to
obejrzyjcie "Night Of The Living Homeless" (South Park 11x7). Chcecie
fontanny krwi, tysięcy zabitych i braku zaskoczeń - sięgnijcie po "28
tygodni później".

Gdyby w tym filmie nie było Roberta Carlyle'a i paru innych
profesjonalnych aktorów, byłby to szajs straszny - mniej więcej na
poziomie "Resident Evil". Dobry przykład, że niezłe aktorstwo naprawdę
pomaga. Swoją drogą najlepsze osiągnięcia aktorskie Carlyle'a to rola
Hitlera i zombiaka. Grunt to pomysłowy dobór ról.

Fajne są ujęcia postapokaliptycznego Londynu. Puste ulice, wyludnione
widokówkowe miejsca. Robi wrażenie.

Bez zaskoczeń czekamy na "28 months later", który bez zaskoczeń pewnie
opowie nam fascynująco niezaskakującą historię końca świata.



Piotr Dobry - 1 Wrz 2007, 12:49

Ohoho, trochę za wcześnie na zombiaki, pewnie w tej scenie
będzie chodziło o to, że jeden kumpel robi drugiemu głupi dowcip i udaje
zombiaka. Bingo. I potem znowu bingo, i znowu, and again. Na 30 strzałów
zaliczyłem pewnie coś z 27 trafień.



Jakieś konkretne przykłady poza tym jednym? Przewidziałeś, kto kiedy zginie?
Przewidziałeś, że znajdą matkę? Przewidziałeś scenę śmiertelnego pocałunku
(genialna!)? Przewidziałeś, dokąd dotrą w finale?

Swoją drogą najlepsze osiągnięcia aktorskie Carlyle'a to rola Hitlera i zombiaka.



No spoilers? Fajnie. To jest megafakingsuperekstragigantspoiler!


gambit - 2 Wrz 2007, 05:21


No spoilers? Fajnie. To jest megafakingsuperekstragigantspoiler!



Wspolnie, pod przykrywka no spoilers, zaspoilerowaliscie juz serio
wszystkie wieksze "twisty".


Michal Olszewski - 2 Wrz 2007, 12:22

Teraz już ze spoilerami.

| Ohoho, trochę za wcześnie na zombiaki, pewnie w tej scenie
| będzie chodziło o to, że jeden kumpel robi drugiemu głupi dowcip i udaje
| zombiaka. Bingo. I potem znowu bingo, i znowu, and again. Na 30 strzałów
| zaliczyłem pewnie coś z 27 trafień.

Jakieś konkretne przykłady poza tym jednym?



Ale ta scena była tak wyjątkowo sztampowa, że musiałem o tym wspomnieć.

Przewidziałeś, kto kiedy zginie?



Może nie co do minuty, ale że przeżyją tylko dzieci - a wirus przetrwa w
chłopaku, to wiadomo gdzieś tak najpóźniej w połowie filmu. A każdy kto
widział choć kilka survival horrorów, powinien nabrać całkowitej
pewności w momencie spalenia dobrego żołnierza. Mimo tego, że przy życiu
została jeszcze lekarka.

Przewidziałeś, że znajdą matkę?



Tego akurat nie.

Przewidziałeś scenę śmiertelnego pocałunku
(genialna!)?



Si, senor. Banalne.

| Swoją drogą najlepsze osiągnięcia aktorskie Carlyle'a to rola Hitlera i zombiaka.

No spoilers? Fajnie. To jest megafakingsuperekstragigantspoiler!



Bez przesady. To dzieje się zanim film zaczyna się na dobre.



Piotr Dobry - 2 Wrz 2007, 14:17

Może nie co do minuty, ale że przeżyją tylko dzieci - a wirus przetrwa w
chłopaku, to wiadomo gdzieś tak najpóźniej w połowie filmu.



Normalnie jasnowidz. Ale wiesz, to było tak z premedytacją, żeby nie było
bohaterów w tym filmie. Mnie śmieszy najbardziej jak jakiś Żurawiecki psioczy
zawsze, że "no panie, jeden koleś ratuje świat?!", a jak tu mu wybijają
wszystkich potencjalnych bohaterów, to "no panie, film bez bohatera?!".

A każdy kto
widział choć kilka survival horrorów, powinien nabrać całkowitej
pewności w momencie spalenia dobrego żołnierza.



Ale że dobry żołnierz będzie spalony, to nie przewidziałeś? Przecież tu była
ewidentna gra ze schematem - rzucił jeszcze na odchodne klasyczne "spotkamy się
na miejscu"... no i go spalili.

| Przewidziałeś scenę śmiertelnego pocałunku
| (genialna!)?

Si, senor. Banalne.



Hmm, nie pamiętam z żadnego zombie-movie, a dużo ich widziałem. Zresztą banalne
czy nie - świetny motyw.

| Swoją drogą najlepsze osiągnięcia aktorskie Carlyle'a to rola Hitlera i
zombiaka.

| No spoilers? Fajnie. To jest megafakingsuperekstragigantspoiler!

Bez przesady. To dzieje się zanim film zaczyna się na dobre.



Ta. W 40 minucie. Prolog właściwie.


Michal Olszewski - 2 Wrz 2007, 14:39

Spoilery.

| Może nie co do minuty, ale że przeżyją tylko dzieci - a wirus przetrwa w
| chłopaku, to wiadomo gdzieś tak najpóźniej w połowie filmu.

Normalnie jasnowidz. Ale wiesz, to było tak z premedytacją, żeby nie było
bohaterów w tym filmie. Mnie śmieszy najbardziej jak jakiś Żurawiecki psioczy
zawsze, że "no panie, jeden koleś ratuje świat?!", a jak tu mu wybijają
wszystkich potencjalnych bohaterów, to "no panie, film bez bohatera?!".

| A każdy kto
| widział choć kilka survival horrorów, powinien nabrać całkowitej
| pewności w momencie spalenia dobrego żołnierza.

Ale że dobry żołnierz będzie spalony, to nie przewidziałeś? Przecież tu była
ewidentna gra ze schematem - rzucił jeszcze na odchodne klasyczne "spotkamy się
na miejscu"... no i go spalili.



Żartujesz teraz, tak? Miałeś choćby cień nadziei, że "spotkają się na
miejscu"? Że zginie, to wiadomo już _na bank_ właśnie w momencie, gdy
wypowiada tę kwestię. Trzy sekundy później wiadomo jak, bo jest tam
jakieś ujęcie żołnierzy z miotaczami ognia.

I znowu widz sobie myśli: no tak, ale chyba go zaraz nie spalą, bo to by
było przecież zbyt banalne. Na pewno wymyślą coś ciekawszego od
sfajczenia kolesia chwilkę po tym jak udaje mu się odpalić samochód.
Wszystko dzieje się tak, jak to przewidujesz. Czułem się jak bohater "Next".

Albo jak zamykają tych cywili w jednej dużej sali i pada kwestia "to dla
waszego bezpieczeństwa", od razu myślisz sobie: no tak, pewnie zaraz
wpadnie tu jeden zombiak i zrobi masakrę, a ludzie nie będą mogli ucieć.
  Znowu bez niespodzianek, minutę później się to dzieje.

Jak piszę, że film jest maksymalnie przewidywalny - może nawet nie
dodając, że wg mnie, ale wiadomo, że to mam na myśli - to piszę na
serio. Bez zgrywy. No może tylko trochę. Przecież nie mam powodów, żeby
ściemniać.

BTW to określenie "dobry żołnierz" powinienem był wziąć w cudzysłów.
Żołnierzem to on był tragicznym, a na dłuższą metę jego "ludzkie"
odruchy zgubią cały świat. Gdyby zastrzelił tego chłopca (zgodnie z
rozkazem), mielibyśmy happy end. :)

Militarne procedury, choć okrutne, mają sporo sensu w sytuacjach
ekstremalnych. Ciekaw jestem, czy takie wnioski były zamierzone przez
twórców.

| Swoją drogą najlepsze osiągnięcia aktorskie Carlyle'a to rola Hitlera i
zombiaka.
| No spoilers? Fajnie. To jest megafakingsuperekstragigantspoiler!
| Bez przesady. To dzieje się zanim film zaczyna się na dobre.

Ta. W 40 minucie. Prolog właściwie.



No dobra, może faktycznie nie powinieniem tego zdradzać. Postaram się
poprawić na przyszłość. Ale też z drugiej strony to nie był taki megafaking.


Piotr 'Orlinos' Kozłowski - 3 Wrz 2007, 12:18


BTW to określenie "dobry żołnierz" powinienem był wziąć w cudzysłów.
Żołnierzem to on był tragicznym, a na dłuższą metę jego "ludzkie"
odruchy zgubią cały świat. Gdyby zastrzelił tego chłopca (zgodnie z
rozkazem), mielibyśmy happy end. :)

Militarne procedury, choć okrutne, mają sporo sensu w sytuacjach
ekstremalnych. Ciekaw jestem, czy takie wnioski były zamierzone przez
twórców.



Prawda? Biorąc pod uwagę, że to film brytyjski, a nie angielski, możnaby
brać taką ewentualność pod uwagę.

Mnie co prawda drażnił brak rozwoju charakterów (zamiast rozwoju było
ich odstrzeliwanie, a raczej objadanie), ale przynajmniej był to chyba
brak dość konsekwentny, w odróżnieniu np. od remake'u Świtu Żywych
Trupów. Tutaj każda z postaci nieomal obywała się bez większej
charakteryzacji, pomijając kilka wypowiedzi i dobór aktorów pod względem
fizjonomii.

Tak sobie w tym momencie pomyślałem, czy ten film nie byłby fajniejszy,
gdyby iść w kierunku faktycznego quasi-reportażu, jak w niektórych
zombie-ujęciach. Tak z bardziej z dystansem, tylko pokazując pewne
wydarzenia, bez subiektywizmu i sympatycznych postaci.

Oczywiście, taki film by się nie sprzedał.


Piotr Dobry - 3 Wrz 2007, 12:41

Spoilery.
| A każdy kto
| widział choć kilka survival horrorów, powinien nabrać całkowitej
| pewności w momencie spalenia dobrego żołnierza.

| Ale że dobry żołnierz będzie spalony, to nie przewidziałeś? Przecież tu była
| ewidentna gra ze schematem - rzucił jeszcze na odchodne klasyczne "spotkamy się
| na miejscu"... no i go spalili.

Żartujesz teraz, tak? Miałeś choćby cień nadziei, że "spotkają się na
miejscu"?



Jasne. Przecież w większości filmów pozytywny bohater po wygłoszeniu takiej
kwestii spotyka się na miejscu.

I znowu widz sobie myśli: no tak, ale chyba go zaraz nie spalą, bo to by
było przecież zbyt banalne. Na pewno wymyślą coś ciekawszego od
sfajczenia kolesia chwilkę po tym jak udaje mu się odpalić samochód.



Ach, więc jednak widz źle sobie myśli. Zaskok na zasadzie "ojej, myślałem, że to
nie będzie tak banalne!" nadal jest zaskokiem.

Albo jak zamykają tych cywili w jednej dużej sali i pada kwestia "to dla
waszego bezpieczeństwa", od razu myślisz sobie: no tak, pewnie zaraz
wpadnie tu jeden zombiak i zrobi masakrę, a ludzie nie będą mogli ucieć.



Zombiak rzeczywiście wpada, ale ludzie uciekają. Półprzewidywalne?

Jak piszę, że film jest maksymalnie przewidywalny - może nawet nie
dodając, że wg mnie, ale wiadomo, że to mam na myśli - to piszę na
serio. Bez zgrywy. No może tylko trochę. Przecież nie mam powodów, żeby
ściemniać.



Ależ ja Ci od samego początku wierzę, nie musisz się tłumaczyć. Ja tylko nie
rozumiem, dlaczego czepiasz się akurat tego filmu, skoro nie był bardziej
przewidywalny od innych pozycji gatunku. Oczywiście na poziomie fabuły był dość
przewidywalny, to zombie movie, a nie "Magnolia" czy "Crash", for God's sake!
Ale już na poziomie poszczególnych scen Fresnadillo udało się kilka razy
zaskoczyć, choćby zgonami osób, którym w gorszym filmie udawałoby się zapewne
wywinąć, bądź nietypowym narzędziem jatki ("zawsze tylko te maczety i karabiny,
panie, użyjmy helikoptera!"). Poza tym film jest świetnie wyreżyserowany,
doskonale zmontowany, dobrze zagrany, co czyni go raczej chlubnym wyjątkiem w
niechlubnej pod w/w względami tradycji gatunku.

BTW to określenie "dobry żołnierz" powinienem był wziąć w cudzysłów.
Żołnierzem to on był tragicznym, a na dłuższą metę jego "ludzkie"
odruchy zgubią cały świat. Gdyby zastrzelił tego chłopca (zgodnie z
rozkazem), mielibyśmy happy end. :)



Cała idea dobrej opowieści o żywych trupach zasadza się na obserwacji ludzkich
zachowań w sytuacjach ekstremalnych. Jeden wyłamujący się żołnierz nie jest tu
ani czymś nadzwyczajnym, ani nielogicznym. Równie dobrze można powiedzieć, że
gdyby Carlyle zginął w pierwszych minutach filmu - a miał ku temu wszelkie
predyspozycje, tylko scenarzysta postanowił dodać mu powera w nogach -
mielibyśmy happy end :-).

Militarne procedury, choć okrutne, mają sporo sensu w sytuacjach
ekstremalnych. Ciekaw jestem, czy takie wnioski były zamierzone przez
twórców.



Sądzę, że tak. Wszak wyłamał się tylko jeden snajper z kilkunastu, pozostali, z
dowódcą na czele, działali jak maszyny.

| | Swoją drogą najlepsze osiągnięcia aktorskie Carlyle'a to rola Hitlera i
| zombiaka.
| | No spoilers? Fajnie. To jest megafakingsuperekstragigantspoiler!
| Bez przesady. To dzieje się zanim film zaczyna się na dobre.

| Ta. W 40 minucie. Prolog właściwie.

No dobra, może faktycznie nie powinieniem tego zdradzać. Postaram się
poprawić na przyszłość. Ale też z drugiej strony to nie był taki megafaking.



Zgoda. To był faking. Megafaking byłby, gdyby Carlyle zaraził się w 100. minucie.


Michal Olszewski - 3 Wrz 2007, 14:30


| Spoilery.

Ależ ja Ci od samego początku wierzę, nie musisz się tłumaczyć. Ja tylko nie
rozumiem, dlaczego czepiasz się akurat tego filmu, skoro nie był bardziej
przewidywalny od innych pozycji gatunku. Oczywiście na poziomie fabuły był dość
przewidywalny, to zombie movie, a nie "Magnolia" czy "Crash", for God's sake!
Ale już na poziomie poszczególnych scen Fresnadillo udało się kilka razy
zaskoczyć, choćby zgonami osób, którym w gorszym filmie udawałoby się zapewne
wywinąć, bądź nietypowym narzędziem jatki ("zawsze tylko te maczety i karabiny,
panie, użyjmy helikoptera!").



Bo jakoś mi nie pasuje przewidywalność w filmie takim, jakich już
powstało na pęczki. Mam propozycję, to teraz może nakręćmy wersję filmu
  o zombiakach, która będzie się różnić od innych w pratyce tylko tym,
że będzie się działa w Moskwie. Czaderski pomysł.

Tylko po co? Na poziomie fabuły "28 weeks later" nie pokazał mi nic
nowego. Mówisz, że giną główni bohaterowie. W remake'u Snydera jest
przecież tak samo (czy źle zapamiętałem?) - albo przynajmniej bardzo
podobnie. Autobus zmieniony na helikopter. Nie takiej różnicy szukam.

Chyba wolałbym obejrzeć zombie-movie, który się naprawdę czymś różni od
innych. Bo to "28 weeks later" idzie wytartymi od lat ścieżkami. Wolę
zobaczyć, jak podmienisz zombiaków na bezdomnych, a problem rozwiązujesz
wysyłając ich do Kaliforni. Albo coś mniej komediowego, ale nieszablonowego.

Akurat "Shaun of the Dead" mnie znużył - ale doceniam oryginalność.
Teraz jeszcze bardziej ją doceniam. Ba, samo "28 days later" było
znacznie bardziej oryginalne od części drugiej. Boyle zdecydowanie
odświeżył konwencję. Fresnadillo odgrzał kotleta. Zgadzam się, że na
fajnej błyszczącej patelni, na smalcu najwyższej jakości i w stylowej
kuchni.

Pod koniec filmu przeszło mi przez myśl, że może zakończenie będzie
jakieś zaskakujące. Na przykład, że pilot zastrzeli dzieciaki i ucieknie
sam. Albo rozbiją się nad kanałem. Kurna, cokolwiek. Każde zakończenie
jest bardziej pomysłowe od ataku na Paryż.


Piotr Dobry - 3 Wrz 2007, 17:08

Spoilery.

Bo jakoś mi nie pasuje przewidywalność w filmie takim, jakich już
powstało na pęczki. Mam propozycję, to teraz może nakręćmy wersję filmu
  o zombiakach, która będzie się różnić od innych w pratyce tylko tym,
że będzie się działa w Moskwie. Czaderski pomysł.



Jeśli będzie nawiązywał, tak jak "28 Weeks Later" nawiązuje do sytuacji w Iraku,
do aktualnej sytuacji politycznej/społecznej w Rosji (to zombie stoją za
zabójstwem Politkowskiej!), to faktycznie czaderski.

Tylko po co? Na poziomie fabuły "28 weeks later" nie pokazał mi nic
nowego. Mówisz, że giną główni bohaterowie. W remake'u Snydera jest
przecież tak samo (czy źle zapamiętałem?)



Źle. Tam główni bohaterowie giną na samiuśkim końcu.

Chyba wolałbym obejrzeć zombie-movie, który się naprawdę czymś różni od
innych. Bo to "28 weeks later" idzie wytartymi od lat ścieżkami.



Ale w świetnym stylu. Czepiasz się. Raz, że to zombie movie. Dwa, że to sequel.
Dużo juchy, spory nacisk na moralne wybory - bomba. Oby każdy sequel trzymał
taki poziom. Jeśli zgodnie z horrorową regułą triquel będzie świetnie
zrealizowaną parodią, będziemy mieć najlepszą trylogię zombie.

 Wolę

zobaczyć, jak podmienisz zombiaków na bezdomnych, a problem rozwiązujesz
wysyłając ich do Kaliforni. Albo coś mniej komediowego, ale nieszablonowego.



To może od razu podmieńmy ich na kosmitów i zlećmy inwazję na chatę Mela
Gibsona. Tylko, że to już nie będzie zombie movie, a "Znaki 2". Też cenię
nieszablonowość, ale głupiego silenia się na oryginalność już nie.

Akurat "Shaun of the Dead" mnie znużył - ale doceniam oryginalność.
Teraz jeszcze bardziej ją doceniam. Ba, samo "28 days later" było
znacznie bardziej oryginalne od części drugiej. Boyle zdecydowanie
odświeżył konwencję.



Ta, dał trupom spida. Wielkie mi coś.

Fresnadillo odgrzał kotleta. Zgadzam się, że na fajnej błyszczącej patelni, na



smalcu najwyższej jakości i w stylowej kuchni.

No więc widzisz - teraz już nie musisz oglądać tych pięciuset przewidywalnych
zombie movies kijowej jakości. Możesz sięgać po te trzy przewidywalne najwyższej
jakości.

Pod koniec filmu przeszło mi przez myśl, że może zakończenie będzie
jakieś zaskakujące. Na przykład, że pilot zastrzeli dzieciaki i ucieknie
sam. Albo rozbiją się nad kanałem. Kurna, cokolwiek. Każde zakończenie
jest bardziej pomysłowe od ataku na Paryż.



To akurat był całkiem zabawny przytyk; wiadomo przecież jaki stosunek mają
brytole do żabojadów i vice versa. To było coś na zasadzie "śmiejecie się,
cwaniaki, że cały Londyn zombiakami stoi? to macie parkę!". Nie wiem, czy każde
zakończenie byłoby mniej pomysłowe od tego, ale wiem, że to zakończenie jest
bardziej pomysłowe od tych proponowanych przez Ciebie.


gambit - 4 Wrz 2007, 03:51



| Spoilery.

Pod koniec filmu przeszło mi przez myśl, że może zakończenie będzie
jakieś zaskakujące. Na przykład, że pilot zastrzeli dzieciaki i ucieknie
sam. Albo rozbiją się nad kanałem. Kurna, cokolwiek. Każde zakończenie
jest bardziej pomysłowe od ataku na Paryż.



Przeciez helikopter sie rozbil we Francji i stad epidemia w
Paryzu(pokazali Paryz, bo tak najlatwiej Francje pokazac). Jakby sie
rozbili bezposrednio nad kanalem, a nie na polu, to by bylo bardziej
zaskakujaco? A sama fabula "28 tygodni pozniej" bylaby ciekawsza, jakby
faktycznie troche zmienic scenariusz. W momencie, kiedy lekarz
stwierdza, ze dzieciak ma nietypowy kolor oczu, pewnie u wielu sie
czerwona lampka zapalila. Zawiazanie fabuly strasznie naciagane,
dzieciaki oczywiscie musza uciec poza strefe(a snajper spokojnie tylko
stwierdza, ze ktos wychodzi, zamiast interweniowac od razu)i jeszcze
akurat ci jedyni, ktorzy odwazyli sie wyjsc poza strefe, znalezli swoja
matke, ktora przezyla tez jako jedyna atak zombie...


gambit - 4 Wrz 2007, 04:00


Jasne. Przecież w większości filmów pozytywny bohater po wygłoszeniu takiej
kwestii spotyka się na miejscu.



Jezeli film ma ambicje dramatu, to ten schemat wyglada wlasnie tak jak w
"28 tygodni pozniej". Patrz "Zycie jest piekne":)

Ach, więc jednak widz źle sobie myśli. Zaskok na zasadzie "ojej, myślałem, że to
nie będzie tak banalne!" nadal jest zaskokiem.



Ekipa z miotaczem ognia byla juz tak blisko samochodu, ze rezyser chyba
nawet nie chcial u widza jakiejs niepewnosci wywolywac, tylko pokazac,
jaki on twardy i szlachetny jest dodajac otuchy dzieciakom i lekarce w
obliczu smierci.

Zombiak rzeczywiście wpada, ale ludzie uciekają. Półprzewidywalne?



Przewidywalne. Jakby zombiaki zalatwily sprawe w szczelnie zamknietym
pomieszczeniu, to by filmu nie bylo, wiec ucieczka ludzi byla oczywista.

Oczywiście na poziomie fabuły był dość
przewidywalny, to zombie movie, a nie "Magnolia" czy "Crash", for God's sake!



"Crash" byl miejscami duzo bardziej przewidywalny niz "28 tygodni
pozniej", chociaz ogolnie on cierpi na etykietke filmu potwornie
naciaganego. Watki z Sandra Bullock i Ryanem Phillippe zwlaszcza.


Piotr Dobry - 4 Wrz 2007, 04:26


| Jasne. Przecież w większości filmów pozytywny bohater po wygłoszeniu takiej
| kwestii spotyka się na miejscu.

Jezeli film ma ambicje dramatu, to ten schemat wyglada wlasnie tak jak w
"28 tygodni pozniej". Patrz "Zycie jest piekne":)



A, no to jeśli Wy faktycznie szliście z nastawieniem na dramat, to przyjmuję
argumen. Ja chciałem se po prostu dobry horror o zombie obejrzeć.

| Ach, więc jednak widz źle sobie myśli. Zaskok na zasadzie "ojej, myślałem, że to
| nie będzie tak banalne!" nadal jest zaskokiem.

Ekipa z miotaczem ognia byla juz tak blisko samochodu, ze rezyser chyba
nawet nie chcial u widza jakiejs niepewnosci wywolywac, tylko pokazac,
jaki on twardy i szlachetny jest dodajac otuchy dzieciakom i lekarce w
obliczu smierci.



A ja myślałem, że właśnie dlatego, że ci z miotaczami są tak blisko i wszystko
wskazuje na to, że się nie wywinie, to jednak jakimś cudem się wywinie. Może za
dużo badziewnych horrorów oglądam.

| Zombiak rzeczywiście wpada, ale ludzie uciekają. Półprzewidywalne?

Przewidywalne. Jakby zombiaki zalatwily sprawe w szczelnie zamknietym
pomieszczeniu, to by filmu nie bylo, wiec ucieczka ludzi byla oczywista.



Niezupełnie. Mógł przeżyć tylko dzieciak i film dalej spokojnie by się toczył.
No ale wtedy reżyser nie mogłby se zacytować Eisensteina w masakrze na schodach.

| Oczywiście na poziomie fabuły był dość
| przewidywalny, to zombie movie, a nie "Magnolia" czy "Crash", for God's sake!

"Crash" byl miejscami duzo bardziej przewidywalny niz "28 tygodni
pozniej", chociaz ogolnie on cierpi na etykietke filmu potwornie
naciaganego. Watki z Sandra Bullock i Ryanem Phillippe zwlaszcza.



Taki już koncept, żeby zebrać mnóstwo przypadków, które oddzielnie śmiało
mogłyby się zdarzyć, ale następując po sobie, to rzeczywiście raczej tylko w
filmie. Jeśli się łyknie konwencję, to jakiegoś tam strasznego naciągania znowu
nie ma.


gambit - 4 Wrz 2007, 05:10


A, no to jeśli Wy faktycznie szliście z nastawieniem na dramat, to przyjmuję
argumen. Ja chciałem se po prostu dobry horror o zombie obejrzeć.



"28 dni pozniej" byl filmem, przynajmniej w zalozeniu, wysmakowanym, w
kazdym razie na pewno nie horrorem o zombiakach w stylu Romero. Dlugie
ujecia, bardziej klimat niz rzeznia. Nawet w soundtracku raczej Godspeed
You Black Emperor niz powiedzmy Blade'owe techno. Wydawalo mi sie, ze
oslawiony artyzm tego filmu jest na tyle mocny, ze w sequelu mogli pojsc
wlasnie w te strone. I poniekad tak zrobili, czerpiac mocno z
Greengrassa, ktory w sensacyjnym pozornie Bournie promuje cos wiecej, bo
moim glownym zarzutem jest, ze zombiaki w tym filmie w ogole nie zostali
wykorzystani. Ludzie pisza o krwi, masakrze - dla mnie tego nie bylo.
Biega sobie ten biedny Carlyle, ale generalnie zagrozenie pochodzi ze
strony ludzi i wydaje mi sie, ze gdyby zombie zamienic na zwykla
epidemie, to i film wiele by sie nie zmienil. Po pierwszej scenie juz do
konca nie zwazalem na zombie podsumowujac. Nie bylo na nie pomyslu, nie
dostaly zadnej fajnej sceny.

A ja myślałem, że właśnie dlatego, że ci z miotaczami są tak blisko i wszystko
wskazuje na to, że się nie wywinie, to jednak jakimś cudem się wywinie. Może za
dużo badziewnych horrorów oglądam.



Ja jakos od poczatku mialem przeczucie, ze rezyser bedzie chcial wywolac
artyzm poprzez totalny pesymizm. Happy endu sie nie spodziewalem:)

Niezupełnie. Mógł przeżyć tylko dzieciak i film dalej spokojnie by się toczył.
No ale wtedy reżyser nie mogłby se zacytować Eisensteina w masakrze na schodach.



Ci snajperzy na dachu musieli dostac jakas scene, zwlaszcza, ze jeden
powiedzial na poczatku "to najnudniejsza akcja na jakiej bylem";)

Jeśli się łyknie konwencję, to jakiegoś tam strasznego naciągania znowu
nie ma.



To, ze jest nagromadzenie przypadkow, to jeszcze lykam, gorzej, ze to
tej samej grupce ludzi sie dzieje:)Ale z Haggisem to juz tak mam, bo
"Million dollar baby" takoz jest imho potwornie naciagany. Powinien
dopieszczac kolejne Bondy; "Casino Royale" smaczne. Swoja droga to
ciekawe, ze producenci Bondow z gory zakladaja, ze scenariusze beda
wymagaly dopieszczenia.


Piotr Dobry - 4 Wrz 2007, 05:54

moim glownym zarzutem jest, ze zombiaki w tym filmie w ogole nie zostali
wykorzystani. Ludzie pisza o krwi, masakrze - dla mnie tego nie bylo.
Biega sobie ten biedny Carlyle, ale generalnie zagrozenie pochodzi ze
strony ludzi i wydaje mi sie, ze gdyby zombie zamienic na zwykla
epidemie, to i film wiele by sie nie zmienil. Po pierwszej scenie juz do
konca nie zwazalem na zombie podsumowujac. Nie bylo na nie pomyslu, nie
dostaly zadnej fajnej sceny.



A przemiana Carlyle'a w zombie i to, co zrobił nieszczęsnej żonie? A helikopter?
Nie było tego wiele, ale i tak więcej niż w "28 days later" - tam praktycznie
cała druga połowa to było już tylko cywile vs. żołnierze plus jeden zombiak
spuszczony z łańcucha. A to że generalnie zagrożenie pochodzi od ludzi - cóż,
tak jest i u Romero, i u Kirkmana, i w każdej szanującej się pozycji gatunku.

Ja jakos od poczatku mialem przeczucie, ze rezyser bedzie chcial wywolac
artyzm poprzez totalny pesymizm. Happy endu sie nie spodziewalem:)



Happy endu też nie, ale podejrzewałem, że jak już Carlyle się zaraził, to
przeżyje choćby ktoś z dwójki żołnierz-lekarka. A tu guzik. I fajno.

To, ze jest nagromadzenie przypadkow, to jeszcze lykam, gorzej, ze to
tej samej grupce ludzi sie dzieje:)



To też część konwencji - wzajemny łańcuch uprzedzeń. Gdyby rozciągnąć go na,
powiedzmy, setkę bohaterów, nie byłoby takiej dramaturgii.

"Million dollar baby" takoz jest imho potwornie naciagany.



Dlaczego?


Monkbert - 4 Wrz 2007, 18:52

gambit:
[...]

To, ze jest nagromadzenie przypadkow, to jeszcze lykam, gorzej, ze to
tej samej grupce ludzi sie dzieje:)Ale z Haggisem to juz tak mam, bo
"Million dollar baby" takoz jest imho potwornie naciagany.



Hej, a czytałeś Biblię[1]?

[1] - jeżeli ktoś poczuł się obrażony w swoich uczuciach religijnych or
compatible, to oczywiście sorasy totalne gdyż nie było moim zamiarem nikogo
obrażać or compatible i w związku z tym bardzo broszę przeczytać sobie
zamiast słowa "Biblię" sformułowanie "coś z dzieł Szekspira".


gambit - 4 Wrz 2007, 18:55


A przemiana Carlyle'a w zombie i to, co zrobił nieszczęsnej żonie? A helikopter?



Zacne sceny. Natomiast przewazajacych opinii, ze tworcy tego filmu
poszli w hektolitry krwi, jakos nie rozumiem, bo po prostu nie tak
wyglada film, ktorego tworcy chca bazowac na rzezni:)

A to że generalnie zagrożenie pochodzi od ludzi - cóż,
tak jest i u Romero, i u Kirkmana, i w każdej szanującej się pozycji gatunku.



Mnie chyba ostatnio "Swit zywych trupow" Zacka Snydera rozpuscil.
Wszystko tam gralo, a i zombiaki cos znaczyly. Podczas "28 tygodni
pozniej" zlapalem sie na tym, ze w filmie o zombiakach doszukuje sie
odpowiedzi na pytanie "o czym jest ten film i po co?". Rozrywkowa
rzeznia odpada, a artyzm wymuszony - jest tylko jakas podroz bez celu i
puenty w rytmie klasycznych przeszkadzajek; to jakis zblakany snajper,
to calkowite ciemnosci...Takiego poczucia bezcelowosci filmu to chyba
nawet na dzielach Dudikoffa nie mialem.

Happy endu też nie, ale podejrzewałem, że jak już Carlyle się zaraził, to
przeżyje choćby ktoś z dwójki żołnierz-lekarka. A tu guzik. I fajno.



Tez myslalem, ze lekarka przezyje. Rose Byrne nie wygladala na osobe,
ktora ktos chcialby usmiercic:)

To też część konwencji - wzajemny łańcuch uprzedzeń. Gdyby rozciągnąć go na,
powiedzmy, setkę bohaterów, nie byłoby takiej dramaturgii.



Zgoda, niestety dramaturgia w moim przypadku siadla wlasnie przez to, ze
nie moglem przejsc do porzadku dziennego z tymi zbiegami okolicznosci.

| "Million dollar baby" takoz jest imho potwornie naciagany.

Dlaczego?



Moze zlego slowa uzylem - to sie moglo zdarzyc, ale kiedy panna uderza
glowa o stolek, zostaje sparalizowana, probuje sie zabic, a do tego neka
ja rodzina z piekla rodem, ktora wypomina jej przegrana walke i chce
wyciagnac kase, to czegos tu za duzo sie robi i coraz mniej zaczynam w
to wierzyc. Zreszta film dla mnie kompletnie stracil na wartosci, kiedy
pojelem, ze facet, ktory pisze jakby nie bylo o boksie, nie zna jego
podstawowych zasad. Strasznie mnie wscieklo, ze w filmie dosyc istotnym
motywem byl fakt, ze Hilary Swank te walke przegrala. A przeciez powinna
wygrac, bo jej przeciwniczka z miejsca zostalaby zdyskwalifikowana. No i
ten Freeman, ktory powtarza role mentora ze "Skazanych na Shawshank" i
jeszcze Oscara za to dostaje...


gambit - 4 Wrz 2007, 19:23


Hej, a czytałeś Biblię[1]?



W kazdym razie wiem, ze niektorzy widza w tym filmie przypowiesc. Ja
widze pulpowe historyjki przerobione na scenariusz przez tworce
"Straznika teksasu", ktory w porywach mogl chciec zwiekszyc wymowe
swojego dziela przez tego typu lopatologiczne odniesienia (ale serio nie
rozumiem dlaczego mialoby to zwiekszyc wartosc filmu). Calosc trafila na
Eastwooda, ktory z kolei lubi wyraziste postaci ksiezy:)


Piotr Dobry - 5 Wrz 2007, 04:04

| A przemiana Carlyle'a w zombie i to, co zrobił nieszczęsnej żonie? A helikopter?

Zacne sceny. Natomiast przewazajacych opinii, ze tworcy tego filmu
poszli w hektolitry krwi, jakos nie rozumiem, bo po prostu nie tak
wyglada film, ktorego tworcy chca bazowac na rzezni:)



To nie są moje opinie, więc nie wiem, z kim teraz polemizujesz :-)

| A to że generalnie zagrożenie pochodzi od ludzi - cóż,
| tak jest i u Romero, i u Kirkmana, i w każdej szanującej się pozycji gatunku.

Mnie chyba ostatnio "Swit zywych trupow" Zacka Snydera rozpuscil.



To jest w ogóle chyba najlepszy zombie movie ever. W kategoriach czysto
horrorowych, nie jakichś tam alegorii.

Wszystko tam gralo, a i zombiaki cos znaczyly. Podczas "28 tygodni
pozniej" zlapalem sie na tym, ze w filmie o zombiakach doszukuje sie
odpowiedzi na pytanie "o czym jest ten film i po co?". Rozrywkowa
rzeznia odpada, a artyzm wymuszony - jest tylko jakas podroz bez celu i
puenty w rytmie klasycznych przeszkadzajek; to jakis zblakany snajper,
to calkowite ciemnosci...Takiego poczucia bezcelowosci filmu to chyba
nawet na dzielach Dudikoffa nie mialem.



Więc widzisz, kwestia w nastawieniu. Tak jak mówiłem - nastawiłeś się na dramat
lub przynajmniej coś aspirującego. Ja poszedłem na horror i jak nienawidzę
filmów silących się na artyzm, tak tutaj tego wysiłku nie widziałem - po prostu
świetnie zrealizowany i tyle - gdyby miał taką a nie inną fabułę, a był zrobiony
chałupniczo, to bardziej by do Ciebie trafił?

| Happy endu też nie, ale podejrzewałem, że jak już Carlyle się zaraził, to
| przeżyje choćby ktoś z dwójki żołnierz-lekarka. A tu guzik. I fajno.

Tez myslalem, ze lekarka przezyje. Rose Byrne nie wygladala na osobe,
ktora ktos chcialby usmiercic:)



Czyli punkt dla mnie, bo ja cały czas upieram się głównie przy tym, że nie był
to film stuprocentowo przewidywalny. A że nie jakieś arcydzieło, to chyba jasne.

| To też część konwencji - wzajemny łańcuch uprzedzeń. Gdyby rozciągnąć go na,
| powiedzmy, setkę bohaterów, nie byłoby takiej dramaturgii.

Zgoda, niestety dramaturgia w moim przypadku siadla wlasnie przez to, ze
nie moglem przejsc do porzadku dziennego z tymi zbiegami okolicznosci.



Może po prostu więcej niż Ty doświadczyłem podobnych zbiegów w realu, więc nie
mam z tym problemu.


Wojciech Orlinski - 5 Wrz 2007, 06:59


Moze zlego slowa uzylem - to sie moglo zdarzyc, ale kiedy panna uderza
glowa o stolek, zostaje sparalizowana, probuje sie zabic, a do tego
neka ja rodzina z piekla rodem, ktora wypomina jej przegrana walke i
chce wyciagnac kase, to czegos tu za duzo sie robi i coraz mniej
zaczynam w to wierzyc.



Tak tak tak, mam to samo - na własny użytek nazywam to syndromem
"ICKJ". W pewnym momencie przestaję współczuć bohaterowi, zaczynam
kolejne jego nieszczęścia wulgarnie komentować "i co k... jeszcze".

Powtorka z rozrywki: 'Przypadek' (spoiler)
Juz tylko Memento, bylo:RE: Inni tacy sami (spoilery)
Fear and Loathing In Las Vegas - luzne uwagi, narazie bez spoilerow
Knocked Up / U Pana Boga w ogródku (bez spoilerów i ledwo na temat)
Lost Souls - marsz do kin (nullo di spoilere)
Spanish Fly (Hiszpanska mucha) - bez spoilerow + pytanie
Donnie Darko - coś może o interpretacji? [bedom spoilery]
  • program do sagem 400x do sciagania
  • rcn koszecin
  • nie kti9F3re
  • sprzet z e85000A0909090A09090909ocena zestawu
  • maszyny rolnicze at wppl
  • mmorpg przez przeglB1darkEA
  • prawo i przebaczenie
  • chevelle sci fi crimes
  • zbieracz;psich;odchodF3w
  • Archiwum tematów z for internetowych || Start